Jak wiele książek jest tak oczywistych, że w połowie wiesz
czego się spodziewać po każdej następnej stronie? W ilu publikacjach postacie
są albo czarne, albo białe? Ile woluminów to nigdy nie kończące się wielotomowe
serie, których macie dość po 3 części?
Bardzo dużo. Dlatego, tak pokochałam książkę, którą
wydało wydawnictwo Dreams. Jest to coś zupełnie innego niż do tej pory gościło
na moich pułkach. Mam tak wiele myśli, uczuć związanych z tą książką. Tak wiele
emocji kłębi się we mnie jeszcze teraz gdy ostatnia strona została przewrócona.
Zaraz po tym jak książka trafiła w moje zachłanne na literki
ręce, nazwisko autorki wydawało mi się jakieś taki znajome. Pfeiffer byłam
pewna, że czytałam coś tej autorski, zaczęłam grzebać w Internecie i nic z bibliografii
nie było mi znane, Pani Isabell napisała wiele powieści historycznych, a to nie
mój konik. Olśniło mnie! Bardzo zbliżone nazwisko, jedna małą literka różnicy!
Pani która napisała moje ukochane „Życie, które znaliśmy” ma bardzo podobne
nazwisko. Cóż tyle zamieszania pozornie na nic. Natomiast podczas mojej zabawy w
detektywa dowiedziałam się wielu ciekawych informacji o autorce „W roku
skorpiona”. O jej poszukiwaniu odpowiedniej dla siebie drogi. Zaciekawiła
bardzo mnie jej postać. Nie czas, ani miejsce aby teraz o tym Ci opowiadać,
pewnie czym prędzej chcesz przeczytać, czemu pokochałam tę książę.




